Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/generis.w-watpliwosc.podlasie.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
- Mark, ja nie...

- Jak mogłem spać? Przecież zostawiłaś mnie samego z dzieckiem, musiałem pilnować...

- Poproszę o kartofle - zgodził się Mały Jack.
Malinda nadal stała jak zamurowana.
jak się tam znalazła. A, tak. Omdlenie w ogrodzie,
roku nasi przodkowie...
– Zdecydowałaś, co chcesz zamówić? – zapytał, spoglądając na nią
Zastanawiała się, czy umrze szybko i bez bólu, czy też będzie to
Nie zdając sobie sprawy, jak znaczące jest jej
zgodzili?
trochę nieswojo.
- Uciekając do ciebie, chłopcy włączyli cię w całą
i lodówką. Julianna zaproponowała, że zajmie rozkładaną kanapę,
- Nic się nie stało - powiedziała z uśmiechem
– Chyba tak...
nieco ją uniosła. Wymierzył jej następnego kopniaka, tym razem

Nie mógł w to uwierzyć. To się stało samo. I nie miało najmniejszego sensu.

– Kto dzisiaj u nas będzie, mamo? – spytała, powstrzymując ochotę,
do szczupłego ciała.
dłonią po oparciu fotelu, a Richard poczuł się tak, jakby to jego

– Tylko się domyślam, ale chyba mam rację.

- Ogarnął ją taki smutek i ból, że nie miała siły dalej roz¬mawiać. Potrzebowała spokoju, żeby zebrać się w sobie. Wtedy będzie mogła stawić czoło nowej sytuacji. Dopiero wtedy. - Jeśli nie ma pan nic przeciwko temu, chciałabym teraz zostać sama. Proszę mi dać wizytówkę, skontaktujemy się jutro.
Ptak jednak nie zaczynał pić, lecz nieufnie wzniósł się w powietrze i kilka razy okrążył Małego Księcia, uważnie
- Nie wiem, to chyba zależy od tego, czego ktoś pragnie i jak to rozumie - odparł po namyśle Pijak.

Sięgnęła po słuchawkę, lecz po chwili namysłu odłożyła ją z powrotem.

- Bycie kwiatem jest dla mnie czymś, czym muszę być, ale mogę być czymś więcej. Mogę być wszystkim, nie
- On kiedyś miał lustro, zwykłe lustro, w które patrzył podczas golenia i czesania. Ale kiedy zaczął pić, stłukł je...
spostrzegł. - Dostrzegamy potrzebę dłuższych i bardziej szczegółowych szkoleń, zanim nowi pracownicy będą mogli podjąć pracę w hali. Poza tym, przyszedł już czas na podwyżki, natomiast narzekanie napełnia mnie odrazą. Pamiętam czasy, gdy ludzie daliby sobie rękę uciąć za możliwość pracy. Zanim zostałem szefem tego przedsiębiorstwa, byłem jednym z was. Nie zapominajcie, że sam pracowałem i pociłem się tam, gdzie teraz stoicie, i wiem wszystko o upale, pyle i niebezpieczeństwach. - Huff podwinął rękawy i wyciągnął nagie ramiona, pokazując je zgromadzonym. - Te blizny przypominają mi co dzień, jak niebezpieczna jest praca w odlewni. - Poprawił koszulę i zmienił nieco ton. - Jestem również rozsądny i gotów was wysłuchać. Przygotujecie listę rzeczy, które chcielibyście zobaczyć w fabryce, a my przyjrzymy się im tutaj z kierownictwem. Ale - przerwał, żeby podkreślić znaczenie następnych słów - jeśli którykolwiek z was zgadza się z tą bandą awanturników na zewnątrz, proszę bardzo, dołączcie się do nich. Słyszycie mnie? Idźcie! Szybko! Jeśli ta robota wam nie odpowiada, wiecie, gdzie są drzwi. Pamiętajcie jednak, że jeśli dołączycie do ich grupy, nigdy już nie zatrudnię ani was, ani członków waszej rodziny i będziecie mieli we mnie wroga na całe życie - przerwał, pozwalając tym słowom zapaść w ich umysłach. - Pomyślcie o tym. No dobrze, zmarnowaliśmy już wystarczająco dużo czasu produkcyjnego, Wracajcie do pracy. Wyłączył mikrofon i odwrócił się w stronę swoich towarzyszy. - To powinno rozwiązać sprawę bojkotu - powiedział Chris. - Nie zdziwię się, jeśli na tym zakończy się u nas sprawa związków zawodowych. Nie będą mieli teraz wystarczająco dużo odwagi, żeby namawiać ludzi do założenia jednego z nich w fabryce. Huff nie podzielał optymizmu Chrisa. - Co o tym sądzisz, Fred? - spytał. Widać było, że brygadzista poczuł się niepewnie, znalazłszy się w centrum uwagi. Przestąpił z nogi na nogę. - Em... jestem pewien, że twoja przemowa wywarła wrażenie, Huff, ale to jest zmiana Billy'ego. Ci ludzie widzieli, jak się wykrwawiał, i słyszeli jego wrzaski. Wypadek wciąż jest dość świeżym wspomnieniem. Wiem, że robisz bardzo dużo dla rodziny Paulika. Chociażby dzisiaj słyszałem o wizycie Becka w szpitalu. Alicia powiedziała... - Beck pojechał go odwiedzić? - spytał Chris. - Tak zrozumiałem z tego, co mówiła Alicia - odparł Fred, rzucając mu niepewne spojrzenie. - Zadzwoniła kilka godzin temu, powiedziała, że Beck przyszedł do szpitala i wręczył im czek na sporą sumkę. Huff spojrzał na Chrisa, który wzruszeniem ramion dał do zrozumienia, że nic o tym nie wiedział. - Co chciałeś powiedzieć, zanim Chris ci przerwał? - spytał Huff. - Chodziło o to, że robotnicy ze zmiany Billy'ego nie zapomną tak szybko, co mu się przytrafiło. Ich wspomnienia wprawdzie nieco zbladły, ale dziś na dole znalazły się rzeczy przypominające o wypadku. - Jak na przykład? - Jak żółta wstążka przywiązana do szafki Billy'ego, jego imię namalowane na podajniku. Ktoś próbuje przypominać ludziom o wypadku, wywołując gniew i niezadowolenie. - Kto? - Jeszcze nie wiem. Gdy tylko podchodzę do grupy robotników, rozmowy zazwyczaj się urywają. - Znajdź mi natychmiast człowieka, który jest za to odpowiedzialny. - Staram się.